Poradnik

Poradnik

Radość z biegania

Radość z biegania

Nałogowi biegacze

Euforia biegacza – fenomen stanu euforycznego, pojawiajacy się podczas biegu długodystansowego lub innej długotrwałej aktywności fizycznej, powodujący zwiększoną odporność na ból i zmęczenie. Teoria ta pojawiła się w latach 70’ w USA w związku z rosnącym entuzjazmem dla biegania i zdrowego stylu życia.

Polska, raz po raz rzucana w wir historii, jak to bywało już wielokrotnie, do pewnych spraw dochodzi z lekkim opóźnieniem. Nieco później niż na tak zwanym „Zachodzie” dotarła do nas również moda na aktywne spędzanie wolnego czasu. Owszem, powszechne było pójście na basen, gra w piłke na podwórkach, czy w siatkówkę na plaży w Międzyzdrojach. Jednakże w powszechnej opinii, sport był czymś co jest zarezerwowane dla uczniów na zajęciach z wychowania fizycznego, studentów AWF, czy zawodowych sportowców. W wolnym czasie przeciętny Kowalski znajdywał zupełnie odmienne formy zabicia czasu. Jeszcze dziesięć lat temu biegnący po chodniku, czy parku człowiek ubrany w dziwaczne dresy (wtedy o tak bogatym wyborze atrakcyjnych i szeroko dostępnych strojów biegowych nikt nie myślał) wzbudzał uśmieszek politowania i zdziwienia jednocześnie. Wydaje się, że takie czynniki jak wzrost świadomości dotyczącej wpływu ruchu na nasze zdrowie, zarówno fizyczne jak i psychiczne, czy też narastające tempo życia, mogły mieć ogromne znaczenie przy rozkwicie „mody na bieganie”. Ale czy na pewno tylko one?

Jeśli przyjrzeć się bliżej tempu rozwoju biegowego świata w Polsce, to można śmiało nakreślić linię jednostajnie przyspieszoną. Od kilku lat liczba biegaczy, świadomość społeczna odnośnie biegania, czy sama jakość biegów w kraju nad Wisłą bije wszelkie rekordy. Pod względem liczebności, poziomu wiedzy, organizacji, staliśmy się, bez cienia przesady, światową czołówkę. Ludzie uprawiający ruch na świeżym powietrzu dla własnej przyjemności i satysfakcji nie są już czymś niezwykłym, marginalnym, czego trzeba się wstydzić. Dzięki zjednoczeniu trafili na szerokie wody mainstreamu, raz po raz pokazując w mediach jak wspaniałą formę spędzania czasu, pasję, czy nawet sposób na życie sobie wybrali. Nie jest już niczym niezwykłym napotkanie „hordy” biegnących wieczorem, ubranych jednakowo ludzi. Nikt nie czuje się nieswojo rozmawiając o swoich planach treningowych, karnetach na siłownie, czy wizytach w klubach fitness. Wszystko to stało się powszechne i zupełnie normalne. Ba, nawet modne i wzbudzające swego rodzaju podziw zmieszany z zazdrością wśród tych, którzy jeszcze nie „połknęli bakcyla”.

Co sprawia, że tak lubimy zmęczenie, przyspieszony oddech, zalewający nas pot i oblewające twarz rumieńce po solidnym wysiłku? Dlaczego nie odstrasza nas śnieg zimą, ulewny deszcz jesienią, upalne słońce latem? Gdzie racjonalne myślenie wśród ludzi którzy potrafią zrywać się skoro świt, by iść pobiegać kilka-naście kilometrów lub jechać samochodem 500 kilometrów, aby wziąć udział w biegowych zawodach, na które niejednokrotnie wydają spore pieniądze? Wiele osób które po raz pierwszy ubierają biegowe buty chcąc przekonać się dlaczego ich „szaleni” znajomi tak się zachowują, wsiąka w biegowy świat na dobre. Jest to uzależniający krąg pozytywnych emocji, ludzi i zdarzeń, który ciężko porzucić. Pierwsi biegowi znajomi, pierwsze dziesięć kilometrów, pierwsze zawody, pierwsza życiówka, pierwsze sportowe gadżety…, a potem już leci. Prawdopodobnie to poczucie wspólnoty z biegową bracią jest jednym z kilku kluczowych „magnesów”, które sprawiają, że nie sposób przestać. Jak grzyby po deszczu wyrastają kolejne mniej lub bardziej formalne grupy miłośników aktywności fizycznej. Począwszy od biegania, przez Nordic Walking, jazdę na rowerze, rolkach. Raz po raz można się natknąć na ogłoszenia dotyczące kolejnych spotkań tj. nocni biegacze (Night Runners), nocni rowerzyści (Night Biking), nocni łyżworolkarze (Night Skating) i wiele innych.

Szeroko opisywanym w literaturze powodem wystąpienia stanu euforii biegacza jest produkcja endorfin. Jest ona reakcją na stres, objawiającą się poprawą nastroju oraz zwiększeniem wytrzymałości organizmu na ból i zmęczenie. Jest wiele form aktywności fizycznej wprawiających ciało ludzkie w stan euforii. Niektórzy badacze twierdzą, że ma to więcej wspólnego z rywalizacją sportową niż z samymi endorfinami. Są jednak tacy, którzy bardzo wyraźnie obserwują zmieniające się sinusoidalnie nastroje wśród regularnie trenujących sportowców-amatorów. Po uśmiechu i lekkości ducha potrafią celnie dostrzec, czy dany osobnik spalał dziś aktywnie kalorie, czy może jeszcze nie. Nie da się zaprzeczyć, że wielu uprawiających sport trenuje po to, aby móc się sprawdzić w rywalizacji. Inni zaś marzą o poprawie sylwetki, czy nadaniu celowości swojemu życiu – poza codziennymi obowiązkami, pracą. Ilu ludzi, tyle powodów do systematycznego ruszania się. Każdy z nich znajduje przyjemność w czym innym, abstrahując od czynników biologicznych w organizmach. Swego czasu, w podsłuchanej daleko od Polski rozmowie dwóch nienajmłodszych już maratonek, usłyszałem niezwykle intrygujące spostrzeżenie, o tym, iż jeśli ktoś nie ma żadnej pasji (jak np. bieganie) ten nie ma swojego życia i skupia się na życiu innych. Coś w tym jest.

Polacy mają wiele nałogów, począwszy od kawy, herbaty, poprzez jazdę samochodem, spożywanie alkoholu, palenie papierosów, przesiadywanie w kolejkach u lekarzy… Niedawno do tej grupy dołączyła powszechna, zorganizowana, nieprzymuszona, masowa aktywność fizyczna. Nie będzie cienia przesady w stwierdzeniu, iż jest to najzdrowszy nałóg jaki dotknął ten 38-milionowy kraj. Cieszmy się i pielęgnujmy ten stan, bo naprawdę warto.

Mateusz Banaś

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież