Wyjazdy

Wyjazdy

Japońska przygoda z Buddą w tle

Krótka historia o tym jak okazja czyni maratończyka-Japończyka ;)

Zaczęło się przypadkowo i niewinnie. Jak zwykle, przeglądając w wolnej chwili ceny biletów lotniczych w różnych szalonych kierunkach, natrafiłem na drastycznie zaniżoną cenę lotów do Japonii. W dwie strony 899zł z Rzymu (to nie żart). Po kolejnych 3 minutach miałem już sprawdzone możliwe biegi w okresach proponowanych lotów.

15 listopada Japonia miała do zaoferowania dwa poważne maratony. Jeden z nich niestety nie miał angielskiej wersji językowej, dlatego też wybór dokonał się sam. Padło na miasto o którym nigdy wcześniej nie słyszałem - Kanazawa. Było to o tyle ciekawe, iż to była pierwsza edycja maratonu w tym miejscu. Nie minęło więcej niż 30 minut i mieliśmy zakupione bilety lotnicze, doloty i powroty z Włoch, opłacony maraton i zarezerwowane noclegi. Z uwagi na maraton, najtrudniejszym wyzwaniem był nocleg w samej Kanazawie - mieście wielkości i liczebności Sosnowca. Jest to urocza miejscowość słynąca z przepięknych ogrodów. Ślepy los rzucił nas do uroczej starszej Pani, która nie znając słowa po angielsku ugościła nas w... buddyjskiej świątyni, którą prowadziła!

IMG 20151114 172428

Mając 9 dni na zwiedzenie kraju niezbędnym okazał się zakup tzw. Japan Rail Pass, czyli formy karnetu kolejowego, służącego do poruszania się po całej Japonii niemal wszystkimi liniami. Co ciekawe, jest on dostępny tylko dla turystów. Miejscowym nie przysługuje takie udogodnienie i muszą słono płacić za swój codzienny transport. Japan Rail Pass jest dosyć drogi, ale jeśli chcemy się przemieszczać po Japonii jest on niezbędny. Co ważne, należy go zamówić w internecie kilka tygodni przed wyjazdem, tak aby zdażył przyjść do Waszego domu nim wyruszycie. Ale zapewniam, że warto. Przejażdżka słynnymi Shinkansenami jest obowiązkowa! Warto mieć pogląd jak dystans 800 kilometrów pokonuje się w 3h, podczas gdy nasze PKP jedzie z Katowic do Szczecina grubo ponad 10h...

W czasie naszej plecakowo-kolejowej eskapady udało nam się zwiedzić dosyć dokładnie Tokio (głównie na pożyczonych rowerach), Kanazawe, Kyoto i Hiroshimę. Tokio jest fantastycznym miejscem jeśli chodzi o poruszanie się rowerem. Kultura jazdy oraz infrastruktura stoją na mega wysokim poziomie. Dodatkowo, jest to miasto w którym praktycznie nie ma korków. Wszyscy jeżdżą metrem lub rowerami. Samochodów jest bardzo mało, a w dodatku muszą spełniać surowe normy jeśli chodzi o ich wiek, czy emisję spalin.

IMG 20151118 152740Najciekawsze w pierwszym zderzeniu z Japonią, są z pewnością wizyty w sklepach i restauracjach. To prawdziwa przygoda i wyzwanie jednocześnie. Bywa i tak, że to co zamawiamy lub kupujemy jest dla nas prawdziwą zagadką :) Oprócz tego, do bólu uprzejmi i praworządni Japończycy to coś co po pewnym czasie może być uciążliwe.

Ciekawym doświadczeniem jest wizyta w hostelach/hotelach kapsułowych lub z matą "futon" znajdującą się na podłodze i zajmującą 75% pokoju :) Jeśli ktoś nie chce przepłacać na noclegi, to jedno z tych dwóch rozwiązań powinno być odpowiednie. Natomiast po doświadczeniach z hostelu w Kyoto ( z tych samych liter ułożymy Tokyo ;)) - dawnej stolicy Japonii, zdecydowanie odradzam spanie w pokojach wieloosobowych, z nieznajomymi Azjatami. Można trafić na naprawdę nieokrzesanych towarzyszy, którzy nie dadzą sie Wam wyspać. Warto pamiętać, że kultura azjatycka czasem znacząco odpiega od znanych nam standardów, więc głośno chrapiący współlokator to naprawdę "pryszcz" przy tym co oni potrafią wyrabiać.

Po 3 dniowym zwiedzaniu Tokio, udaliśmy się Shinkansenem do Kanazawy, czyli miejsca naszego upragnionego maratonu. Po wyjściu z pociągu okazało się, że znaleźliśmy się na najbardziej futurystyczno-widowiskowym dworcu jaki kiedykolwiek widziałem. 

Po przejściu kilku kroków okazało się, że biuro zawodów mieści się na dworcu, który jest wypełniony dziesiątkami pomocnych wolontariuszy! Uprzejmość, zainteresowanie i motywujące komentarze zdawały się nie mieć końca. Na szczęście po krótkim czasie udało nam się odebrać nasze pakiety i mogliśmy ruszyć pieszo do naszego miejsca noclegowego - czyli do buddyjskiej świątyni!

201108 w beautifultrainstation kanazawa

Jak się okazało, dwie przemiłe Panie prowadzące świątynie wystawiały swoje ogłoszenia wynajmu dwóch pokoi dla turystów. Cena była korzystna, a miejsce bardzo interesujące. Jedynym warunkiem naszej obecności tam, było "nieafiszowanie" się z tym, że tam mieszkamy. W razie pytań mieliśmy odpowiadać, że jesteśmy przyjaciółmi rodziny i adeptami buddyzmu :))) Z uwagi na to, że córka starszej pani prowadzącej świątynię, wyjechała na wesele koleżanki, a nasza gospodyni nie znała angielskiego, nasza komunikacja dostarczała nam wiele frajdy. Łącznie z tym, że uczestniczyliśmy w buddyjskich naukach (dobrowolnie), nauce pisania i śpiewach :)

Jeśli chodzi o sam maraton, to trzeba przyznać, że prawdopodobnie nigdzie nie przybijecie tylu piątek na trasie co tam. Nie spotkacie się też z tak szczerym i masowym dopingiem. Z tym, że jest to autentyczny doping dla wszystkich, a nie indywidualny, jak na przykład w Stanach, gdzie kibice mają kompletnie gdzieś biegnących których nie znają :)
Bieg ma całkiem przyjemną trasę i temperaturę w okolicach 18 stopni. Niemniej jednak, wilgotność powietrza sprawia, że będzie to jeden z najbardziej spoconych biegów w jakich być może weźmiecie udział :) Organizatorom trzeba przyznać 5 z plusem, bo w zasadzie nie ma się do czego przyczepić. Początkowo chcieliśmy ponarzekać na ulewę, która nas zmoczyła przed startem, ale później już było tylko pięknie. Orkiestry, dopingujące dzieci, dorośli, staruszkowie.... Mnogość bufetów i opcji do wyboru (czasem nie wiedzieliśmy co jemy) ;) Na pewno wyjątkowa koszulka i medal z tego biegu, będą dla nas piękną pamiątką przywołującą miłe wspomnienia.

IMG 20151114 173046

Po maratonie nadszedł czas na kolejny etap, czyli Kyoto. Miasto zaskoczyło nas trochę swoim zakorkowaniem.Od razu rzucił się w oczy nadmiar samochodów i autobusów, oraz nieprzystosowana dla rowerzystów budowa ulic.Przemieszczanie się tam zajmowało naprawdę mnóstwo czasu. Nim zdążyliśmy zobaczyć kilka z interesujących nas atrakcji tj. świątynie, ogrody, zamek, okazało się, że już kolejne miejsca na mapie zbliżają się do zamknięcia z powodu późnej pory. Jeśli więc planujecie dokładniejsze oględziny Kyoto, to zaplanujcie na to trochę więcej czasu niż dwa dni ;) No i pamiętajcie, unikajcie wieloosobowych pokoi w hostelach ;)

Ostatnia na naszej mapie była Hiroshima, którą chciałem zobaczyć najbardziej. Od lat byłem ciekaw jak po tak potężnej katastrofie nuklearnej udało im się w tak wspaniały i spektakularny sposób podnieść na nogi. Już na wstępie zaskoczyły nas urocze, staroświeckie tramwaje w których w "oldschoolowy" sposób kasuje się bilety, dziurkując je, a w każdym tramwaju są konduktorzy, którzy przy drzwiach sprzedają bilety, rozmieniają pieniądze i podpowiadają gdzie wysiąść ;) Mimo potężnej ulewy, w trakcie której i tak ludzie jeździli w garniturach rowerami do pracy(!), udało nam się drugiego dnia dotrzeć do miejsca gdzie znajduje się muzeum poświęcone bombardowaniu Hiroshimy, gdzie dane nam było stanąć w dokładnym miejscu na które spadła amerykańska bomba... Muzeum jest równie, jeśli nie bardziej poruszające jak np. nasze muzeum Auschwitz. Przedstawione tam zdjęcia, relacje, eksponaty sprawiają, że człowiek ma ochotę krzyczeć. Krzyczeć na tych którzy decydują o takim okrucieństwie czynionemu innym ludziom, zwłaszcza bezbronnym cywilom. Uważam, że każdy polityk na świecie powinien odwiedzić to miejsce, tak by na całe życie mieć o czym myśleć.

IMG 20151118 121422Po wizycie w Hiroshimie wróciliśmy ponownie na dwa dni do Tokio, czekając na lot powrotny. Jak się okazało, był to dobry prognostyk przed losowaniem na maraton z wielkiej szóstki WMM. 8 miesięcy później los okazał się dla nas łaskawy i już w lutym 2017 pozwoli nam pobiec w tym wielkim wydarzeniu, oraz odwiedzić "stare kąty" ;)   

Więcej zdjęć do obejrzenia w zakładce Multimedia - Galeria.

Sayonara!

Mateusz Banaś

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież